Cały dzień byłam jakaś zdenerwowana. Nie znając powodu zdenerwowania snułam się bez celu po mieście paląc kolejnego papierosa. Było mi smutno... Poprzedniego wieczora pokłóciłam się z Effy z tak błahego powodu, że równie dobrze mogłabym się z tego śmiać. Chodziło o moje urodziny. Dziewczyna wraz z resztą przyjaciół planowała zrobić dla mnie imprezę, a ponieważ wszyscy doskonale wiedzieli, że nienawidzę niespodzianek, Effy postanowiła mi o tym powiedzieć. I... cóż, wyszło jak wyszło. Bez powodu nakrzyczałam na nią mówiąc, że nie jestem jeszcze w stanie na imprezowanie i nie mam zamiaru zjawić się na własnym przyjęciu urodzinowym, na co brunetka zaczęła wymyślać różne historie o tym, że nie mogę wiecznie siedzieć sama w domu z dala od ludzi, że powinnam być bardziej otwarta na świat a nie wciąż się przed nim zamykać. Może miała rację? Ale, do cholery, dlaczego ja zareagowałam jak moja matka, kiedy coś jej nie odpowiadało? Zaciągając się papierosem szłam przed siebie nie zwracając uwagi na chłód, który przyprawiał moje ciało o gęsią skórkę. Po prostu szłam. Już nie myślałam o poprzednim wieczorze i rozmowie z Effy. Myślałam o Andiem. Tego dnia była wigilia. Rodzice, gdyby żyli, już szukaliby najlepszej choinki w mieście, Andy zapewne szukałby niesamowicie drogiego prezentu dla mnie, a ja rozmyślałabym o tym co zrobić, by zadowolić wszystkich na raz i nie marudzić, że nienawidzę świąt... Ale teraz ich nie ma. Przez ten wypadek jeszcze bardziej znienawidziłam zimę, śnieg i to przerażające zimno.
Idąc przed siebie słyszałam echo słów kobiety, która zadzwoniła do mnie tamtego wieczoru: "Czy to panna Rachel McAllister? Pani rodzice mieli wypadek samochodowy... Zginęli na miejscu". A co było z Andiem? Dlaczego o nim nie wspomniała? Kiedy zjawiłam się w szpitalu jeszcze tego samego wieczora i zapytałam prawdopodobnie tę samą kobietę, która do mnie dzwoniła, co się stało z moim chłopakiem, ona spojrzała na mnie jak na ducha odpowiadając, że nie było tam żadnego chłopaka w moim wieku. Sami dorośli... Wyszłam wówczas ze szpitala patrząc jedynie przed siebie. Nie wiedziałam dokąd idę, nie miałam konkretnego celu. Po prostu szłam. I o mało sama nie zginęłam wychodząc na ulicę.
Jak wy byście zareagowali na wieść, że wasi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a chłopak nie wiadomo gdzie się podział? Pielęgniarka obiecała zgłosić poszukiwania chłopaka, podobnie jak ja zgłosiłam to na policji. Ale nie znaleźli go. Pewnie został gdzieś w lesie, zasypany górą śniegu i nie można było go w żaden sposób odnaleźć?
- Hej uważaj! - poczułam mocne szturchnięcie i krzyk jakiegoś chłopaka, który wyrwał mnie z rozmyślań. Spojrzałam na niego nieobecnym wzrokiem po czym odwróciłam się i bez słowa ruszyłam dalej przed siebie. Nie było mi łatwo zapomnieć o tym wypadku sprzed dwóch lat. Wciąż słyszałam głos pielęgniarki w mojej głowie, która z żalem mówiła o wypadku i śmierci rodziców, jakby wypadek wydarzył się wczoraj. Zostawili mnie samą... Mimo tego, że miałam wokół siebie przyjaciół wciąż czułam się strasznie samotna, ale nie pokazywałam tego. No bo jak ktoś taki jak ja mógłby pokazywać jakiekolwiek oznaki słabości?
- Rachel! - usłyszałam za sobą głos rozpoznając po nim Michaela. Stanęłam i odwróciłam się w jego stronę chowając papierosa. Niestety chłopak zauważył go i wyrwał mi rozdeptując na ziemi - Miałaś więcej nie palić... - odparł i spojrzał na mnie - Dokąd idziesz? - zapytał. W odpowiedzi tylko wzruszyłam ramionami. Nie miałam zbytnio ochoty na rozmowę z nim, a co dopiero na wspólny spacer, ale nie potrafiłam go spławić. Nie wybaczyłabym sobie gdybym zraniła również jego...
- Co się stało, Rach? - czułam jak patrzył na mnie uważnie i z troską, bojąc się, że coś poważnego mi się stało.
- Nic, Mike... Po prostu jest mi smutno, tyle.
- Dziś wigilia, to dlatego, prawda? - zauważyłam, że spojrzał przed siebie smutniejąc nagle - Wiesz, że nic z tym nie można zrobić, Rachel. Co roku to samo. Jesteś smutna, przygnębiona i kłócisz się z bliskimi o byle jakie powody. Musisz się w końcu ogarnąć, Rach. Nie cofniesz czasu. Cała trójka odeszła i nie wróci. A ty tu jesteś i powinnaś żyć. Jestem stuprocentowo pewien, że żadne z nich nie chciałoby, żebyś chodziła taka przygnębiona. Wigilia to czas radości i uśmiechu, a nie płaczu, smutku i żalu. Rozumiem co czujesz, uwierz, naprawdę to rozumiem, ale nie mam zamiaru patrzeć jak cały czas to przeżywasz. Andy cię kochał. On odszedł, ale wiesz, że jego miłość wciąż jest w tobie, jest wokół nas. Podobnie jest z twoimi rodzicami - stanął i złapał mnie za ramiona odwracając w swoją stronę - Żyj, Rachel. Nie pozwól, by wypadek sprzed dwóch lat nie dawał mi wiary w lepsze jutro i żeby zabierał ci jakiekolwiek szczęście. Wiesz, że kiedy ty jesteś smutna, wszyscy jesteśmy smutni.
- Mike... Ja nie potrafię się z tego otrząsnąć! - spojrzałam mu prosto w oczy.
- Potrafisz, Rach, ale nie chcesz. Masz wokół siebie przyjaciół, którzy są dla ciebie praktycznie rodziną, a ty wciąż widzisz tylko te złe strony. Uważasz, że ty również mogłabyś umrzeć, co? Myślisz, że nikt by za tobą nie tęsknił. Otóż mylisz się, kochanie. Wszyscy cię kochamy i chcemy byś była szczęśliwa. Robimy wszystko! Wszystko byś była szczęśliwa, ale nie... Ty wolisz dalej żyć przeszłością - puścił moje ramiona i pokręcił głową spuszczając ją - Nie wiem jak ty, Rachel, ale uważam, że powinnaś ostro pomyśleć nad tym, co ci powiedziałem - pocałował mnie w policzek - Muszę iść. Pamiętaj, że dzisiaj wszyscy spotykamy się u mnie o dziewiętnastej. Do zobaczenia - i odszedł.
A ja wciąż stałam jak słup w miejscu, gdzie mnie zostawił i myślałam.
Miał rację... Cholera, ten idiota miał rację! Powinnam się zastanowić nad wszystkim bardzo dokładnie. Po kolejnych pięciu minutach stania bez ruchu, wciągnęłam głęboko powietrze i ruszyłam w stronę powrotną do domu. Już nie było mi smutno. Nie odczuwałam żalu, a jedynie radość, że tego wieczoru spotkamy się wszyscy razem w gronie przyjaciół i będzie wesoło... Cóż, przynajmniej taką miałam nadzieję.
WOWOWOWOWOWOWOWOW, kochanie to jest świetne! W sumie nic się tutaj nie dzieje, no ale! Zaczyna się dziać :D Czekam na następny rozdział, poinformuj mnie!
OdpowiedzUsuńANEX.
Ja to osobiście czuję się dumna bo tak jakby popchnęłam cię do kontynuowania tego ff *zarzuca włosami *
OdpowiedzUsuńPodoba mi się w Rach to, że jest inna. Ta dziewczyna dużo przeszła, co czyni jej serce zamknietym. Widzę duże podobieństwo między sobą a nią,to może dlatego ją tak lubię.
Już dawno nie spotkałam osoby,która tak świetnie potrafi opisać postać i wyjaśnić wszystko. podobają mi się uczucia R(chociaż nie wiem czy powinny, ona cierpi ). Myślę, że mogę zaryzykować stwierdzeniem że jesteś damskim odpowiednikiem Sienkiewicza.
Do następnego, księżniczko
@Sassyzapper
Hahahaha, ja i damski odpowiednik Sienkiewicza? Proszę cię, nie obrażaj jego samego w taki sposób! Jesteś chyba jedyną osobą, która tak mówi *-* Ale to miłe, mam chęć do dalszego pisania. Dziękuję Ci :) ♥
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńpieknie jest, nie powiem ze nie ;d czekam na nowy rozdzial i przepraszam ze tak krotko ale jestem padnieta i na telefonie wiec wiesz ;c kocham cie werciaaa
OdpowiedzUsuńNie jest źle, rodzial jest interesujacy i z pewnoscia warty kontyuowania tej historii, jestem ciekawa kim dla Rachel bedzie meachel i jak to sie dalej potoczy. XD takze powodzenia w dalszym pisaniu i jakbys mogla to napisz mi jak bedzie nowy rozdzial. :) @loovesellena_
OdpowiedzUsuńA ja myślę że Andy gdzieś do lasu spierdolił i żyje jak buszmen lmao
OdpowiedzUsuńbardzo fajne ;)
OdpowiedzUsuńOmomom *-* super !
OdpowiedzUsuńomg. Wypadek. Śmierć dwóch osób. Zaginięcie jednej. Samotność. Smutek. Żal. Zaniedbanie.
OdpowiedzUsuńWigilia. Brak najbliższych.
Cóż, napiszę tylko że nie chciałabym być na jej miejscu.
klaudixus.