środa, 25 grudnia 2013

Rozdział 2.

Jak zwykle na ostatnią chwilę, pakowałam prezenty dla przyjaciół godzinę przed wyjściem do domu Mike'a. To miał być udany wieczór. Przyjemny i wesoły. W końcu to wigilia, a w taki dzień nie można się smucić, prawda? Kiedy kończyłam już pakować ostatni prezent, usłyszałam dzwonek do drzwi. Chowając wszystko pod poduszką w salonie podeszłam do nich o otworzyłam.
- Ray, co ty tu robisz tak wcześnie? - zapytałam śmiejąc się cicho. Raymond High znany był z tego, że spóźniał się zawsze i wszędzie niezależnie od okoliczności. Ciekawe czy na własny ślub też by się spóźnił...
- Bardzo śmieszne - udał obrażonego po czym wszedł do domu całując mnie wcześniej w policzek na przywitanie - Wpadłem, bo myślałem, że potrzebujesz pomocy z przeniesieniem prezentów... I widzę, że niewiele się pomyliłem - wskazał na spakowane dwa pudełka i jedną torebkę leżące na podłodze obok kanapy.
- Poradziłabym sobie, ale miło, że o tym pomyślałeś - uśmiechnęłam się - Napijesz się czegoś przed wyjściem? - zaproponowałam patrząc na niego uważnie.
- Nie, dzięki - uśmiechnął się po czym zajął miejsce na kanapie, a ja usiadłam na podłodze kończąc pakować prezent, który miał być dla Effy. Międzyczasie, Ray włączył telewizor. Oglądał jakiś program z teledyskami śpiewając pod nosem, a ja skończyłam zaklejać niewielkie pudełko. Starałam się, by było ładne... Prezent, który w nim był miał dla mnie ogromne znaczenie. Effy była moją przyjaciółką od dziecka. Postanowiłam jej dać naszyjnik ze srebra, który należał do mojej mamy. Wiedziałam, że dziewczyna zna ten naszyjnik. Zawsze się jej podobał... Ufałam jej i wierzyłam, że będzie wiedziała co z nim zrobić i na jakie okazje zakładać. Dla Ray'a kupiłam kremowy sweter w paski i kapelusz. Uwielbiał kapelusze! Bardziej niż Effy kochała naszyjnik mojej mamy... Michael miał dostać ode mnie gitarę. Nie kupiłam jej... Znalazłam starą gitarę, na której grałam gdy byłam młodsza. Naprawiłam ją tylko i całkowicie nadała się na prezent dla Mike'a. To chyba na tyle... Po sprzątnięciu kawałków papieru prezentowego spojrzałam na Ray'a, który śpiewał w najlepsze piosenki Justin'a Bieber'a, które właśnie leciały w telewizji. Spojrzałam na ekran. Nie miałam nic do tego typka. Głos miał nawet niezły, piosenki też dawały czasem do myślenia... Ale raczej nie chciałabym go wybierać na ojca moich dzieci. Z rozmyślań wyrwał mnie głośny śmiech Ray'a.
- Z czego się śmiejesz? - zapytałam patrząc na niego zdziwiona.
- Bieber i ty, hahaha! Bieber jako ojciec twoich dzieci? - śmiał się głośno, a ja dopiero teraz uświadomiłam sobie, że powiedziałam to na głos. Zaczęłam śmiać się razem z nim, a kiedy się uspokoiliśmy spojrzałam na zegarek.
- No, wielkoludzie, zbieramy się, bo zaczną kolację bez nas - powiedziałam wyłączając telewizor. Ubrałam się po czym wzięłam najmniejsze pudełka i torebkę. Ray wziął pudełko z gitarą i tak wyszliśmy z domu.

- Już myśleliśmy, że nie zaszczycicie nas swoją obecnością! - zawołał Mike otwierając przed nami drzwi - Wszyscy już są, chodźcie - zabrał ode mnie prezenty i zaniósł je pod dużą choinkę, która stała w salonie. Rozebrałam się z kurtki i butów po czym poszłam za Ray'em do salonu. Rzeczywiście, byli tam już Effy, młodszy brat Mike'a George i jego babcia. Zazwyczaj w takim gronie spędzaliśmy święta. Raymond zabrał ze sobą Effy, gdy wyprowadzał się z domu, bo nie mógł patrzeć jak dziewczyna jest wykorzystywana przez rodziców alkoholików. Mike i George stracili rodziców, gdy Geo miał 2 latka, Mike zamieszkał z nim wtedy u babci, która akurat w noc sylwestrową skończyć miała dziewięćdziesiąt lat. No i ja... Mieszkałam samotnie od dwóch lat po śmierci rodziców... Ale to już wie chyba każdy!
Zasiedliśmy do kolacji.

Po zjedzeniu, jak dzieci, wszyscy rzucili się na prezenty. George uspokoił wszystkich starszych i każdemu po kolei podawał prezenty. Swoje odstawiał na bok, by otworzyć je później. Effy jako pierwsza dostała prezent. Był to naszyjnik, który jej dałam. Długą chwilę na niego patrzyła. Później jej wzrok przeniósł się na mnie. Myślałam, że minęły wieki jak tak na siebie patrzyłyśmy, ale dziewczyna po chwili wstała i przytuliła się do mnie mocno.
- Przepraszam za wczoraj, Effy... - powiedziałam cicho przytulając ją do siebie mocno.
- Nie przepraszaj - odparła odsuwając się powoli - Rozumiem, że nie chcesz imprezy...
- Właściwie... - spojrzałam na Mike'a, który również patrzył w moją stronę - Nie mam nic przeciwko imprezie urodzinowej.
- Naprawdę?! - zawołała uśmiechając się wesoło - To świetnie, bo już wszystko jest zaplanowane! - obie zaśmiałyśmy się i usiadłyśmy na kanapie czekając na dalsze rozdawanie prezentów.
George dostał ode mnie flet, ponieważ bardzo lubił na nim grać. Od reszty jakiś sweterek, babcia uszyła dla niego rękawiczki... Typowy prezent. Była piłka do koszykówki i nieśmiertelnik, który podarował mu Mike. Pani Gorrot od wszystkich razem dostała serię powieści kryminalnych, które uwielbiała czytać. Był to również prezent urodzinowy... Babcia Mike'a nie lubiła obchodzić urodzin... Ray od każdego dostał po kapeluszu i ode mnie sweter, z którego był niewiarygodnie zadowolony. Mike'owi na widok gitary ode mnie aż oczy się zaświeciły. Ściskał mnie tak długo i mocno, że myślałam, że w efekcie końcowym udusi mnie na dobre! A ja... Dostałam bilet na wakacje do Kanady od Effy, bransoletkę robioną ręcznie od pani Gorrot, nieśmiertelnik z dwiema zawieszkami, na jeden widniało moje imię, na drugiej imię Mike'a, a od Ray'a dostałam... płytę Justin'a Bieber'a. Kiedy na niego spojrzałam, zakrył się poduszką chichocząc jak małe dziecko. Słyszałam jak gadał coś o ojcu moich dzieci. Miałam ochotę dać mu w twarz, ale w końcu sama zaczęłam się głośno śmiać i przytuliłam go w celu podziękowania za prezent.
Kiedy wszyscy wciąż zachowywali się swoimi paczkami, rozległ się dzwonek do drzwi. Mike, jako gospodarz udał się by otworzyć, a reszta siedziała w salonie i rozmawiała. Nie głośno jednak, ponieważ pani Gorrot była już bardzo zmęczona i poszła spać.
- Więc ja nie zostałam zaproszona, tak?! - usłyszeliśmy po chwili piskliwy głos Summer Hide. Tylko jej brakowało do pełni szczęścia w tej właśnie chwili. Wszyscy spojrzeli na mnie, a ja wzdychając wstałam z kanapy i podeszłam do Mike'a, który tarasował dziewczynie przejście.
- Po co przyszłaś, Summer? - zapytałam bez entuzjazmu.
- Jak to po co? Na kolację.
- Hm... Jesteś bezdomna, że przychodzisz do ludzi bez zapowiedzi? - spytałam patrząc jej prosto w oczy, a ona spuściła na sekundę głowę.
- A...Ale Raymond powiedział, że mogę przyjść! - powiedziała jąkając się.
- Idź do domu Summer. Naprawdę nie masz czego tu szukać - rzuciłam po czym odsuwając od drzwi Mike'a, zatrzasnęłam je przed nosem blondynki.
Musiałam odczekać chwilę, by się uspokoić. Michael stał cały czas przy mnie trzymając za ramię i mówiąc coś, że już po wszystkim. Chyba tylko on wiedział, jak mogę się czuć przez to spotkanie z Summer.
W końcu, ze sztucznym uśmiechem na ustach wróciliśmy do salonu i kontynuowaliśmy okazywanie radości z prezentów.

8 komentarzy:

  1. Dużo rozpisywać się nie będę bo mało się dzieje, ale muszę pokłócić się z rachel. Justin byłby świetnym ojcem dzieci! Jakaś ograniczona jest czy jak? Bardzej podobał mi się prolog i jedynka ale to przez to, że mało się tu dzieje.
    Kim jest lato?
    całusy xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam wszystko i już mnie wciągnęło. :)
    Kim jest Summer? Hm... Próbuję ją rozgryźć, ale nie mam żadnych podstaw i jak narazie wyobrażam ją sobie jako gówniarę wtykającą nos w nie swoje przyjęcia. Popraw mnie jeśli źle interpretuję.
    Świetnie :)
    Mogłabym prosić cię o informowanie mnie o nowych częściach? @hidiett x

    OdpowiedzUsuń
  3. Noo! Kochanie! Czuję, że w następnym rozdziale będzie się działo! Czekam na nowy <3

    ANEX

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie piszesz ! :3 czekam na kolejny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej :D Więc przeczytałaś i skomentowałaś mój prolog, no i kulturalnie zaprosiłaś do siebie, także nie pozostało mi nic innego jak tylko tutaj wpaść.
    Przejrzałam wszystkie rozdziały od początku i powiem ci, że zaciekawiłaś mnie. Nie jestem co prawda fanką fanfików z Barbarą Palvin (którą kocham) razem z Justinem Bieberem, a powód tego jest taki, że jest ich po prostu MASA.
    Zaraz, kiedy dotarłam do części o Andym, o tym jak nie znaleziono go na miejscu wypadku to moja myśl "pewnie Andy zmienił imię i nazwisko na Justin Bieber, bo bał się, że ścigają go gliny", ale kiedy doszłam do tego, że Justin jest sławny, to moje przypuszczenia zostały brutalnie rozwiane.
    Bardzo do gustu przypadł mi Mike i jego charakter, kim jest dla głównej bohaterki? Summer również wzbudza moje zainteresowanie.
    Chcę życzyć ci powodzenia w dalszym pisaniu i by rozdziały nadal wychodziły ci takie ciekawe. ;)
    See ya! <3
    Parks

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajny rozdział :)
    Dziękuję za komentarz, na pewno cię poinformuję o nowym rozdziale słońce :*
    Pozdrawiam
    @hazza_is_my

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowne <33
    Aż poczułam tą wigilijną atmosferę. Ta radość, prezenty, zima... Wspaniałe.
    Summer przeszkodziła. Zakłóciła to. Okropność -,-

    klaudixus.

    OdpowiedzUsuń